Skip links

Jesienny gość – opowiadanie

Jesienny gość – opowiadanie

Był wyjątkowo ciepły, jesienny dzień. Mama zostawiła w pokoju na poddaszu uchylone okno. Do Pajączka Łukasza dochodził szelest suchych liści w ogrodzie. Czasami szelest się nasilał, a po chwili znowu był ledwie słyszalny…
„Co to tak szura?” – zastanawiał się Łukasz. Zaintrygowany potuptał na parapet i przysunął swój różowy nosek do ciepłej od słońca szyby. Rozglądał się uważnie, ale wszędzie widział tylko liście.
– Acha – mruknął wreszcie pod nosem. – Wiedziałem, że coś się tu nie zgadza. Przecież wczoraj Dziadek grabił opadłe liście. Zgarnął je wszystkie porządnie na brązowo-rudą kupkę w kącie ogrodu. Teraz jednak liście leżały rozrzucone wzdłuż płotu. Przez noc KTOŚ okropnie nabałaganił.
„Cóż to za dowcipniś?” – pomyślał Łukasz, przyglądając się części trawnika przy płocie. Ktoś inny na jego miejscu pewnie już dawno zrezygnowałby z obserwacji i zajął się zabawą. Ale nie Łukasz. O nie! Pajączek rozsiadł się wygodnie i wpatrywał się w suche liście przy płocie. Cierpliwie czekał.
Oczywiście możecie powiedzieć: „Eee… tam, pająki są przecież przyzwyczajone do spokojnego siedzenia”. Z pewnością macie trochę racji, ale nie zapominajcie, proszę, że Łukasz był jeszcze bardzo młodziutki. Był dopiero pajączkiem-dzieckiem. Jemu też trudno się czekało. Nasz mały ciekawski wiedział jednak, że warto być cierpliwym. Po pewnym czasie, kiedy już troszeczkę zaczynało mu się nudzić to czekanie, znowu usłyszał znajome szuranie. Na krzaczku przy płocie poruszyły się gałązki. Zachrzęścił żwirek i spod żółtych, suchych listków wysunęła się duża łupinka kasztana. Łukasz był oczarowany.
– Jaka ona jest wielka i kolczasto-puszysta! – zachwycał się. – Ale, zaraz, zaraz… przecież kasztany mają łupinki zielone, a nie brązowe. No i chyba nie chodzą…? – próbował sobie przypomnieć Pajączek.
Wtedy w ogrodzie pojawił się Dziadek. Rozejrzał się z bardzo niezadowoloną miną. Wreszcie wzruszył ramionami, chwycił grabie i wziął się od nowa za porządki. Łukasz, drżąc z niepokoju, obserwował każdy jego ruch. Nagle Dziadek zatrzymał się i spojrzał na kolczastą kulkę.
– Uciekaj! Uciekaj! – krzyknął Łukasz, ale zwierzątko oczywiście go nie słyszało. Najspokojniej w świecie rozkopywało krótkimi nóżkami to, co właśnie Dziadek zgarnął w jedno miejsce. Starszy pan spokojnie odłożył grabie i poszedł do domu.
– Acha, Dziadek się go boi – Łukasz z podziwem pomyślał o kolczastym zwierzątku.
Po chwili jednak Dziadek wrócił do ogrodu. Przyprowadził Anię i Pawełka, i wcale nie wyglądał na wystraszonego.
– Zobaczcie, kto nas dziś odwiedził – powiedział do dzieci tajemniczym głosem. Ania przyjrzała się uważnie liściom i wykrzyknęła:
– Jeż!
– Cicho… – wyszeptał Dziadek, ale było już za późno. Jeż zwinął się w kulkę. Schował nóżki i nosek. – Wystraszył się – powiedział Dziadek. Pawełek wyciągnął rękę, ale Dziadek trzymał go mocno w objęciach.
Nadeszła Mama, niosąc kawałek jabłka. Położyła owoc koło zwierzątka i cofnęła się parę kroków. Pawełek trzymał paluszek na ustach i tak jak wszyscy próbował być bardzo cichutko. Nareszcie się doczekali. Jeż rozwinął małe ciałko. Ułożył nastroszone igiełki na grzbiecie jak miękkie futerko. Wysunął szpiczasty nosek.
– Chyba poczuł zapach jabłka – powiedział Dziadek – Chociaż pewnie wolałby jakiegoś chrząszcza. Jeże są owadożerne Jeż potuptał do jabłuszka. Śmiesznie marszcząc nosek, zaczął obwąchiwać je ze wszystkich stron. W końcu wbił ostre ząbki w czerwoną skórkę.
Ani bardzo się podobał ten mały jeż, więc wyszeptała Mamie do ucha:
– Mamo, czy możemy go zatrzymać? – Ale Mama stanowczo pokręciła głową, mówiąc:
– Jeż jest dzikim zwierzątkiem i nie byłby z nami szczęśliwy.
– Ale Mamo, proszę… Zrobiłabym mu domek…
Wtedy Dziadek powiedział:
– Mama ma rację, Aniu. W naszym domu jest zbyt ciepło, by trzymać jeża. On przygotowuje się właśnie do zimowego snu.
Ania spojrzała zdziwiona na Dziadka i powiedziała:
– Ja też pójdę spać, kiedy zrobi się ciemno.
Dziadek się uśmiechnął:
– Z jeżami jest jednak troszkę inaczej. Już niedługo, gdy na dworze zrobi się zimno, to ten jeż, jak wszystkie jeże, zapadnie w bardzo, bardzo długi sen. I nie obudzi się rano, tylko będzie spał aż do wiosny.
– Co wy tam robicie? – usłyszeli nagle głos Babci, która zaniepokojona wychyliła głowę przez okno.
– Znaleźliśmy jeża. Ania chciałaby go zatrzymać i właśnie jej tłumaczę, że to nie jest możliwe – zaczęła opowiadać Mama.
– Ależ to wspaniały pomysł! – wykrzyknęła Babcia. – To znaczy: wspaniale jest mieć jeża w ogrodzie! To właśnie miałam na myśli – dodała szybko. – Jeże są bardzo pożyteczne, zjadają ślimaki i inne szkodniki. Taki jeż to prawdziwy skarb.
Dziadek podrapał się w głowę.
– Właściwie, dlaczego nie? Mógłby przecież przezimować u nas pod stertą suchych liści.
– Myślicie, że nie powędruje do lasu? – spytała Mama.
– Jeśli Dyzio nie będzie mu przeszkadzać, to nie ma po co opuszczać ogrodu. Myślę, że warto spróbować – odpowiedziała Babcia. A po chwili dodała: – Ania mogłaby rozsypać mu suszone grzyby i orzechy.
W tym czasie dziewczynka podskakiwała i nuciła sobie pod nosem:
– Będę miała jeża, będę miała jeża… i nazwę go Tuptuś! I rzeczywiście tak się stało. Ania widziała jeża w ogrodzie jeszcze parę razy. Wcale nie był kłopotliwy, bo wychodził zwykle o zmierzchu. Przestał się pokazywać dopiero, kiedy nastały zimne dni. Ukrył się wtedy w norce pod stertą suchych liści, którą Dziadek przygotował pod płotem.
Co wieczór przed zaśnięciem Pajączek Łukasz wsłuchiwał się w dochodzące z ogrodu ciche szuranie Tuptusia. Lubił myśleć o jeżyku jak o swoim starszym bracie. Wydawało mu się, że oboje wyglądają bardzo podobnie. Jak dwa pompony:
– Ja jestem mały i granatowy, a on duży i brązowy. Kiedy wyjdę wiosną do ogrodu, to pierwsze co zrobię, to go wyściskam.
Śmieszny, mały Pajączek nie wiedział, że do takiego pompona jak Tuptuś wcale nie jest przyjemnie się przytulić.

Opowiadanie pochodzi z książeczki „Pajączek Łukasz – cz. I Jesień”

Kontakt w sprawie zakupu

Join the Discussion

Return to top of page